Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jogurt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jogurt. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 sierpnia 2013

Bieg, znowu bieg.

przed biegiem: banan
pre run: banana

po biegu: jogurt wiśniowy Activia, 1/2 krakowskiego precla z makiem (a potem 1/2 grahamki i kromka świeżego białego chleba) z masłem 
post run: cherry yoghurt Activia, 1/2 Cracow's pretzel with poppy seeds (and then 1/2 graham bun and slice of fresh white bread) with butter 


Zaczynam bieg, "może podwieźć?" słyszę od pewnego uprzejmego rowerzysty. 
"Nie, dziękuję" odpowiadam i biegnę dalej. Na swój pierwszy po upływie siedmiu dni (ponad godzinny) trening. 
W prawdzie nie pobiegłam wszędzie tam, gdzie chciałam, bo byłam zbyt zmęczona i nie chciałam się przeciążyć, ale według krokomierza dystans i tak był porównywalny z tymi sprzed tygodnia, a nawet nieco większy. Dałam radę? ;) 



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Strach ma wielkie oczy.

przed biegiem: dwa banany
pre run: two bananas 


po biegu: 5 kawałków fasolowego "brownie"  ze śliwkami* polane syropem z agawy, jogurt naturalny z jeżynami i poziomkami prosto z ogródka 
post run: 5 pieces of beany "brownie" with plumps* drizzled agave syrup, natural yoghurt with blackberries and wild strawberries 

*"Brownie" przygotowywałam tak jak w tym przepisie, tylko na wierzchu ułożyłam rozmrożone uprzednio śliwki i posypałam mąką, by wsiąknęła nadmiar soku. Wyszło pyszne, lepsze niż z mąki, takie lekkie i wilgotne, choć mało słodkie. Świetnie smakowało z syropem z agawy. 


Wstyd mi za to co pisałam przed wyjazdem pod namiot, za tą niechęć i strach przed niewiadomoczym, bo było całkiem fajnie i nawet nie zauważyłam kiedy zrobił się piątek, namiot wysechł i postanowiliśmy się zwinąć. Śniadania były, jeździłam po nie codziennie rano na rowerze - nie było zdjęć. Królowały serki wiejskie z grahamką i/lub chałką, jako dodatek jakiś owoc, warzywo lub też nie, a potem na plażę. No chyba, że padało... Nie zabrakło codziennie jakiejś słodkiej buły, a wieczorem smażonego dorsza z podwójnymi surówkami. Chodziliśmy do smażalni-wędzarni przy bocznej uliczce prowadzonej przez miłych młodych facetów po szkole kucharskiej w koszulkach od Tymbarka, bez koncesji na alkohol, więc bez alkoholu. A wracając zapakowaliśmy wędzonego halibuta i turbota to turystycznej lodówki i zjedliśmy następnego dnia na kolację. 

Jutro jadę na pielgrzymkę autokarową do Kalwarii Zebrzydowskiej. Teraz już się nie stresuję. Chcę jechać. Wiem, że będzie fajnie. Do zobaczenia! 



środa, 17 lipca 2013

Popsuty sprzęt i nie-bieganie.


I choć śniadanie było dziś nie tylko smaczne, ale i pyszne - jadłam bowiem bezcukrowe muesli z owocami ze świeżym bananem, jogurtem greckim, cynamonem i syropem z agawy - nie możecie go zobaczyć, bo zepsuł mi się aparat. Nie dość, że zostałam ze starą cyfrówką, to jeszcze zaczęła się psuć, a potem rozładowała. A ja nie wzięłam ładowarki. 

Dzisiejsze wędrówki po galerii sprawiły, że nie miałam już siły iść na basen, trudno, pójdę jutro - centra handlowe mnie wykańczają. I nieco przytłaczają. 


Według planu powinnam pójść rano pobiegać, ale nie poszłam. Wstałam trochę później, ale nie na tyle by był to powód, na niebie nie było chmur i stwierdziłam, że choć wcale nie łapał mnie leń jednak sobie odpuszczę. Mimo wszystko biegi u babci (może nie tyle same biegi, ale inne czynności z nimi związane) wyglądają inaczej i czuję się nieco skrępowana. 
Czy jeśli przez tydzień nie będę biegać poczuję różnicę po powrocie do domu i do treningów?  



piątek, 17 maja 2013

Like a child.

płatki owsiane podane z jogurtem naturalnym i malinami ze słoika
oatmeal served with natural yoghurt and raspberries from the jar 

Pierwszy jogurt z krowiego mleka od roku. Padło na Activie naturalną, i dobrze. Czuję się jak małe dziecko, które poznaje smaki świata. Tylko, że ja robię to po raz drugi. 




środa, 23 stycznia 2013

Theater, destroying boor and Balladyna.

owsianka na mleku sojowym z borówkowym jogurtem sojowym, orzechami włoskimi i pomarańczą 
oatemeal with soy milk with blueberry soy yogurt, walnuts and orange 


Wyjście do teatru zawsze dobre, a z klasą, z którą nie widzi się ostatnio zbyt często jeszcze lepsze. No i "odchamię" się trochę.